W dzielnicy Lomas ddel Valle w Guadalajarze w Meksyku na schodach przed sklepem znaleziono głowę mężczyzny. Należała ona do Polaka, Mariusza Ledochowicza.

Kilka dni wcześniej rodzina zgłosiła zaginięcie mężczyzny. Obok odciętej głowy znaleziono list z pogróżkami, który mógłby świadczyć o jakichś zatargach z gangsterami, tym bardziej, że w głowie był ślad po kuli. W co mógł być zamieszany były misjonarz, który był dobrym i uczciwym człowiekiem?

Śledczy przeglądają monitoringi i szukają śladów. Polak był trzecim cudzoziemcem zabitym w tak bestialski sposób. Jedyne co na razie łączy ofiary to odcięte części ciała.

Mariusz Ledochowicz pochodził z Bartoszyc w województwie warmińsko-mazurskim. Mężczyzna do Meksyku przyjechał jako misjonarz Zgromadzenia Księży Werbistów. Święcenia kapłańskie przyjął w 2009 roku. Był osobą spokojną i bezkonfliktową, zawsze można było na nim polegać.

W 2013 roku Mariusz postanowił porzucić stan kapłański, ze względu na kobietę, którą tam poznał. Pomimo tego był osobą bardzo wierzącą.

W minionym roku pracowała w sklepie „Almacén de Noe”, gdzie był bardzo lubiany przez współpracowników, którzy mówią o nim tylko dobrze. Twierdzą, że był bardzo dobrym, troskliwym, pomocnym i odpowiedzialnym człowiekiem.

Ze swoją ukochaną miał dwójkę dzieci, które osierocił: